©
Copyright & foto by
Leszek
Kosek
Wszelkie prawa zastrzeżone! Allrights reserved!

W Australii poranne
majowe słonce potrafi nieźle przypiekać już od pierwszego momentu gdy
tylko wstanie zza horyzontu. W kabinie samochodu zaczynało być gorąco,
wiec trzeba było wysiąść i poszukać zbawczego cienia. Usiedliśmy na
krawężniku tuz przy zaparkowanej Towocie i pociągnęliśmy porządne łyki
wody, każdy ze swojej manierki. Główna ulica małego miasteczka Katherine w
Północnym Terytorium Australii szybko pustoszała, przechodnie kryli się w
cieniu poddaszy lub znikali we wnętrzach klimatyzowanych sklepów I biur.
Spojrzałem na zegarek.
“Jon powinien się zjawić
lada chwila “ – poinformowałem Antena który raz po raz grzebał w swoim
plecaku sprawdzając czy zapakował wszystko to co może być mu potrzebne w
ciągu najbliższych pięciu dni polowania w buszu. Polowanie na bawola
wodnego na bezkresnych przestrzeniach południowego Arnhemlandu miało być
dla Antena największa myśliwska przygoda w czasie jego miesięcznego safari
po Australii.
“Pamiętajcie żeby dobrze
nasolić skore I porządnie wygotować czaszkę !” – dodałem po chwili.
“Najpierw musze go
znaleźć, tego bawola , potem jeszcze podejść I ustrzelić ! – odpowiedział
po angielsku swoim charakterystycznie szeleszczącym holenderskim akcentem.
“O to się nie bój, Jon
Harrower jest jednym z najlepszych przewodników a na jego terenach SA
cale stada. Kilka tygodni temu kropnęli tam byka który mierzył 129 punktów
Cis.! Nie po to przeleciałeś tyle tysięcy kilometrów z Holandii I nie po
to cię tu przywiozłem żebyś miął wracać do domu z pustymi rękoma. O, jest
już Jon !”
Z białego PCK up.
wysiadł krepy, spalony słońcem Australijczyk I natychmiast nakrył głowę
szerokoskrzydłym kapeluszem Akubra.
“Halo Les, halo Anton –
jak się macie ! - “Cześć Jon, wszystko OK !”
“No to szkoda trącić
czasu, mamy tylko 5 dni a trzeba się będzie jeszcze najeździć po krzakach
żeby znaleźć porządne stado. Wczoraj widziałem dużego byka I parę krów z
cielakami przy bagnach, kilka kilometrów od obozu, ale diabli wiedza czy
jeszcze tam dzisiaj będą ! Zwierzaki maja cale ćwierć miliona akrów do
wałęsania się tam I z powrotem, dzisiaj po południu spróbujemy opolować
te bagna !
“Dopiero po południu ?”
– zdziwił się Kanton.
“Zanim dojedziemy do
obozu będzie południe I zrobi się wściekle gorąco” – odparł Jon.
“ W środku dnia w tym
kraju wszystko co żyje zaszywa się na ten czas w cieniu I zapada w
sjestę. Wszelaki ruch w przyrodzie zamiera na kilka ładnych godzin. nawet
ptaki nie łatają ! Tak samo ludzie, w południowym upale po przejściu
kilometra Słonce wypali z ciebie wszelka energie, padniesz z wycieńczenia
zanim jeszcze natrafimy na jakiekolwiek ślady. Nie wiem jak to tam jest u
Was w Europie, ale w Australii polujemy albo wcześnie rano albo dopiero po
południu, aż do zupełnego zmroku. Tak to już jest w tej części Świata “ –
zakończył z westchnieniem.
“Plecak wsadź miedzy
worki z Soła na pace a tu jest twoja amunicja, Kanton “ – powiedział
podając mu 2 paczki nabojów kalibru 0.416.- “Mam nadzieje ze 40 nabojow ci
wystarczy, bron czeka w obozie “
“To ja czekam tu na was
w srode wieczorem” – powiedzialem na odchodnym kiedy juz oboje zasiedli w
kabinie pick up’a I John zapuscil silnik. – “Przywiez mi Antona z powrotem
tylko calego, w jednym kawalku razem z jego bawolim trofeum “ - dodalem
przez otwarta szybe – “A dla ciebie Anton - WAIDMANNSHEILL !’ -
powiedzialem popisujac sie moja bardzo ograniczona znajomoscia
holenderskiego, prawdopodobnie kaleczac to niemilosiernie.
“Czyli Darz Bor !”
odkrzyknal Anton po polsku ale wcale mnie tym nie zdziwil, jako ze swoje
mysliwskie ostrogi zdobywal w czasie poprzednich wielokrotnych polowan w
polskich lasach.
“W Australii to raczej
Darz Busz !” zdazylem mu jeszcze powiedziec kiedy wykrecali z parkingu I
wlaczali sie do ruchu.
Przez nastepne 5 dni,
podczas kiedy Anton polowal na swojego byka, odwiedzilem dwa nowe lowiska
w okolicach Darwin, oba polozone tuz przy granicach Parku Narodowego
Kakadu. Na lowisku Wildplains, gdzie przemierzalismy bezkresne bagna na
pokladzie lodzi napedzanej od tylu samolotowym smiglem I gdzie jezdzilismy
po lesnych traktach czterokolwymi motocyklami (tzw quad bikes) naliczylem
w ciagu jednego tylko dnia dziesiatki bawolow walesajacych sie przy drodze
I taplajacych w szuwarach.
“Bawoly ciela sie tutaj
dosc szybko” – powiedzial Tom Starr, wlasciciel miejscowego obozu
mysliwskiego, z wyksztalcenia zoolog a z zawodu przewodnik na swoich
terenach.
“Z reguly spotkasz je
zawsze przy wodzie, uwielbiaja taplac sie w blocie, w ten sposob pokrywaja
sie wartswa czarnej mazi ktora po wyschnieciu skutecznie je chroni przed
rozmaitymi bakami, komarami itd. Spojrz na tego byka, tam za krzewami
pandanusa. Niezle trofeum, co ? Widzisz taka mala biala czaple siedzaca na
jego grzbiecie, to egret, siedzi sobe taki na bawole jak maharadza na
sloniu I wydziobuje mu z karku rozmaite kleszcze! Dwa gatunki zyjace w
symbiozie !”
-
poinformowal ze swada zawodowego naukowca.“Stada bawolow rozprzestrzenily sie znacznie od czasow lat 80 tych kiedy to Rzad
Polnocnego Terytorium w obawie przed grozaca w owych czasach epidemia
brucelozy ktora moglaby sie przerzucic z bawolow na bydlo domowe wysylal w
powietrze cale stada helikopterow z zawodowymy strzelcami na pokladzie
ktorzy masakrowali bawole stada. Tuz po wojnie ilosc bawolow w
tropikalnych partiach Australii ocenialo sie na 350 000 sztuk. Po
slawetnej akcji helikopterow jedyne ktore przezyly to bawoly zyjace na
terenach rezerwatow aborygenskich, nie zostalo ich wtedy wiecej niz
kilkanascie tysiecy, moze nawet mniej. Rzadowi strzelcy nie mieli prawa
strzelac na terenach takich rezerwatow I dzieki temu podstawowe stado
przezylo a teraz wzrasta w liczbe i rozprzestrzenia sie z powrotem az do
granicy z Queenslandem.
W klimatyzowanym pubie w
Humpty Doo, kilkadziesiat kilometrow na poludniowy zachod od Darwin,
pociagajac przyjemnie zimne piwo z mrozonej szklanki nie moglem oderwac
oczu od wiszacych nad barem bawolich rogow ktore mierzyly blisko 3 metry
od czubka do czubka.
“To jedne z najwiekszych
rogow uzyskanych kiedykolwiek w Terytorium” – powiedzial Brett Ottley,
przewodnik mysliwski ktory organizuje polowania na bawoly, dziki I ptactwo
wodne na terenach swojej koncesji mysliwskiej na obrzarze rezerwatu
aborygenskiego w Maningrida, polozonego tuz za wschodnia granica Parku
Kakadu. – “ Pozyskane zostaly jeszcze przed wojna przez Freda Hardy,
legendarnego zawodowca ktory razem z innymi strzelal bawoly dla miesa I
skor” – “Polowalo sie wtedy na bawoly z siodla, strzelec w pelnym galopie
podjezdzal do stada I gdy poirytowany byk znizajac leb skrecal w kierunku
jezdzca usilujac rozpruc rogami konski brzuch, strzelec, ciagle w pelnym
galopie, odwracal sie w siodle I trzymajac wodze w jednej rece, druga
naciskal spust jednostrzalowego Martini-Henry albo Winchestera 30/30
starajac sie trafic zwierze w nasade kregow szyjnych. Chodzilo o to zeby
bawola nie zabic, a tylko sparalizowac uszkadzajac mu nerw kregoslupa.
Jesli zostal od razu zabity, to martwa padlina puchla w okamngnieniu w
tropikalnym upale zanim wedrujacy na piechote w oddali obciagacze skor
zdazyli sie do niego zabrac. Jezeli zostal zraniony a ciagle mogl jeszcze
stanac na nogi, to wtedy przedstawial smiertelne niebezpieczenstwo dla
tej pieszej ekipy z nozami. Takie polowanie to byla jednak dosc delikatna
I precyzyjna operacja, wymagajaca swietnie ujezdzonego konia, pierwszej
klasy zdolnosci jezdzieckich I oczywiscie precyzyjnego oka. Na amunicji z
tamtych czasow nie zawsze mozna bylo w pelni polegac, niewypaly zdarzaly
sie bardzo czesto ! Ten Fred Hardy zginal wtedy w czasie jednego ze swych
polowan, kon potknal sie o jakas dziure w ziemi I w mgnieniu oka obaj, kon
I jezdziec, zostali wyrzuceni w powietrze rogami bawola. Dzis uzywamy
doskonalej broni duzego kalibru, dzieki lunecie nie musisz za blisko
bawola podchodzic, ale trudno zapomniec o tych pionierach z dawnych lat,
zwlaszcza patrzac na te rogi !” – dodal z melancholijnym westchnieniem
pociagajac porzadny lyk ze swojego kufla.
Wieczorem, gdy z Brettem
I jego zona Harvey zasiedlismy na okwieconej tropikalna bouganvilla I
zacienionej szeregiem szmaragdowych palm werandzie ich domu do obiadu
ktorego podtawowym daniem byla po mistrzowsku przez Harvey upieczona dzika
ges z lowiska w Maningrida i ktora potem dobrze bylo poplukac czerwonym
winem, zapytalem Bretta o polowania na krokodyle.
“Masz racje, Les “ -
rozpoczal Brett - “ Od czasu gdy oficjalnie zamknieto polowania na te
gady w 1975 roku, bo wydawalo sie ze zawodowi harpunnicy I strzelcy
przetrzebili krokodyle tak ze wygladalo na to ze gatunkowi temu zagrazac
bedzie niebezpieczenstwo totalnej zaglady I nikt przez ostatnie 25 lat do
nich wiecej nie strzelal, krokodyle zaczely sie mnozyc z szybkoscia pozaru
w buszu.”
“Dzisiaj jest ich juz
tyle ze podplywaja do plazy w Darwin, porywaja bydlo I konie na farmach I
czasami atakuja ludzi” – dodal z naciskiem – “Ja sam jestem
licencjonowanym lowca krokodyli, moje zadanie to likwidacja zwierzecia
ktore zaczyna byc niebezpieczne dla otoczenia, zwlaszcza w poblizu wiosek
I obozow aborygenskich ale na tym sie konczy, oficjalne safari w czasie
ktorego moglbym zaaranzowac polowanie na ludojada dla kogos innego to
piesn odleglej przyszlosci” – powiedzial z rezygnacja.
“Duzo jeszcze wody
uplynie w porcie w Darwin zanim dostaniemy oficjalne pozwolenie na takie
polowania dla obcokrajowcow. Wszystko zalezy od Centralnej Wladzy w
Canberze, nasi miejscowi urzednicy z Wydzialu Lowieckiego Ochrony
Srodowiska w Darwin sa jak najbardziej za, coz kiedy oficjalna decyzja
zalezy od Canberry !” A Canberra ciagle jeszcze uwaza ze krokodylom
ciagle grozi zaglada ! Nigdy tu taki urzednik nie przyjedzie I nie
przekona sie na wlasne oczy co jest naprawde grane ! Ale nie masz sie co
martwic, pracujemy nad tym tematem I jesli ktokolwiek dostanie oficjalne
pozwolenie na organizacje takich krodylowuch safari , to na pewno bede to
ja a ty o tym bedziesz wiedzial w tej samej minucie co I ja !” – zapewnil
z nadzieja.
“Do tego czasu moge
tylko organizowac nocne obserwacje krokodyli ktore podplywaja do brzegu
rzeki I na plaze w srodku nocy. Mamy w Maningrida przenosne reczne
reflektory na takie duze baterie I zawsze moge pokazac ci tam kilka sztuk
kazdego wieczoru. Za dnia mozemy zrobic wycieczke do buszu I obejrzec
naskalne rysunki I malowidla Aborygenskie ktore znajduja sie na terenie
mojego lowiska. Zostaly wymalowane na skalach jakies kilka tysiecy lat
temu, a moze I dawniej” – dodal po namysle.
W srode po poludniu
zaparkowalem swoja Toyote w umowionym miejscu I o umowionej godzinie na
parkingu w Katherine oczekujac na powrot Antona I Johna z polowania.
Zjawili sie punktualnie, tak jak zesmy to ustalili ostatnim razem. Opalona
na brazowo okragla twarz Antona jasniala pelnym zadowoleniem spod
ocieniajacego ja kapelusza. Z tylu za kabina, na pace pick up’a widac bylo
pare bawolich rogow, duzy worek ze zwinieta w nim zasolona skora na
medalion I plecak Antona.
“Jak poszlo “ –
zapytalem niecierpliwie po pospiesznej wymianie pozdrowien z oboma.
“Wspaniale” – usmiechnal
sie Anton – “Polozylem mojego byka dopiero dzisiaj rano !” – dodal
pospiesznie.
“Troche sie
nachodzilismy za nim” – wtracil John – “Pora deszczowa w tym roku trwala
troche dluzej niz normalnie. Nie wszedzie mozna bylo dojechac, polowa
terenu to ciagle kaluze I bloto, cale szczescie ze mielismy te 5 dni na
polowanie, inaczej Anton musialby sie zadowolic mniejszym trofeum a ja
stracilbym szybko moja reputacje w twoich oczach – dodal z usmiechem
przeladowywujac skore I rogi do mojej Toyoty.
“Wybaczcie, ale musze
wracac, w obozie czeka na mnie tych dwoch mysliwych z Ameryki, jak
zobaczyli trofeum Antona, to im oczy wyszly na wierzch I jutro beda
probowali szczescia ponownie.
Oboje byli w obozie
jeszcze zanim Anton sie tam zjawil, ale tak to juz bywa w buszu, schodzili
sie po lesie przez klika dni tropiac, widzieli kilka stad I kilka bykow z
krowami ale ciagle czekali na tego wiekszego. Anton sie przynajmniej
zdecydowal od razu I tak to na ogol bywa na polowaniu, - bierz to co ci
Pan Bog teraz zsyla, jak to mowicie Darz Bor, coz, jutro moze nie byc
ponownej okazji ! Dwa dni temu obaj strzelili kazdy po byku, ale ich
trofea sa znacznie mniejsze niz to co ma Anton. Dlatego przedluzyli
safari o pare dni I jutro beda probowali ponownie. Musze juz leciec ! –
dodal z pospiechem.
“Do zobaczenia Anton,
gratulacje, milo cie bylo spotkac I mam nadzieje ze sie zjawisz w
Australii ponownie, goraco zapraszam ! – uscisnal Antonowi reke.
“Dzieki za wszystko,
John, powiedz Amerykanom ze bardzo mi przykro ze im tego byka sprzatnalem
z przed nosa, naprawde !
“Ty sie juz o nich nie
martw, Anton, oczywiscie przekaze, grunt ze ty masz swojego pierwszego,
jak go zmierzysz w punktacji SCI to daj znac, mysle ze powinien osiagnac
co najmniej 100 ! – wykrzyknal juz z kabiny.
Tego samego dnia, gdy
rozbilismy przydrozny oboz w buszu, przy blasku trzaskajacego ogniska, pod
czarnym poludniowym niebem usianym miliardami gwiazd Drogi Mlecznej, gdy
konczylem zmywanie patelni z pozostalosci krwistych bawolich stekow a
Anton podciagal do ogniska kolejne narecza suchych galezi gidgee nadszedl
czas na otwarcie naszych pierwszych butelek piwa.
“Pierwszego dnia
zobaczylismy z Johnem male stado, gdzies okolo 3 krow z cielakimi I jednym
bykiem. Gdy podeszlismy je na odleglosc strzalu I rozpoczelismy nasze
lustracje przez lornetki, zwierzaki zlapaly nasz wiatr I tyle je
widzielismy. Zginely w krzakach w oka mgnieniu. Nastepnego dnia od rana
jezdzilismy w lewo I prawo, ale wszedzie bylo wody na tyle ze musielismy
kilka razy zawracac, jak wiesz nie moglem, mimo twoich dobrych rad
przebukowac swojego biletu na pozniej, trudno, na przyszly raz przyjade do
Australii w srodku sezonu suchego, kiedy cala ta deszczowka wyparuje I
bedzie sie wszedzie mozna dostawac bez klopotow. – rozpoczal swa relacje
Anton podrzucajac nowe polano do przygasajacego ognia.
“Drugiego dnia
spotkalismy dingo I strzelilem go na komore z odleglosci gdzies 50 metrow.
Potem byl jeszcze dzik, tez go dostalem po pierwszym strzale z odleglosci
jakichs 80 metrow. Dobrze ze przystrzelalem swoja bron przed wyjazdem z
obozu, w ten sposob nie mialem zadnych niespodzianek I nabralem do siebie
zaufania ze jak przyjdzie co do czego to nie spudluje.
Trzeciego dnia
widzielismy troche wieksze stado bawolow, ale po dluzszym jego studiowaniu
przez lornetki nie widzielismy tam porzadnego byka wartego kuli. Za to
wieczorem dostalem swojego drugiego dzika, prawie taka sama odleglosc, tym
razem strzelalem dwa razy, po pierwszej kuli ciagle biegl w poszukiwaniu
schronienia, potem przystanal na chwile I to go zgubilo. Inaczej musialbym
sie zdrowo napocic tropiac go po sladach krwi zeby go wykonczyc.
W tym samym czasie
Amerykanie, Ojciec z synem polowali na polnocnych obszarach koncesji,
jakies 30 km od nas. Widzieli dwa stada, ale ciagle mieli nadzieje trafic
na lepsze byki. Ja juz tylko wtedy chcialem spotkac byle jakiego ale John
podtrzymywal mnie caly czas na duchu twierdzac ze mamy jeszcze sporo czasu
I nie warto strzelac do byle czego.
Czwartego dnia
wrocilismy do tego samego bagna ktore opolowywalismy pierwszego wieczoru,
zaraz po przyjezdzie I tam zobaczylismy calkiem przyzwoite stado z
obiecujacym bykiem. Bylo juz troche ciemno na dobry strzal I John
zasugerowal ze wrocimy tu skoro swit, bo jak takie stado zaklada gdzies
swoj oboz wieczorem, to sa duze szanse na to ze bedzie sie walesac w tej
samej okolicy nastepnego poranka .Aha, tego wlasnie dnia przed poludniem
strzelilem dzikiego osla, niedaleko obozu. John byl nawet nieco zdziwiony
ze byl tylko jeden, normalnie pasa sie w stadach po kilka sztuk.
Strzelilem go z dosc bliska, jak pamietam bylo to chyba gdzies tak z 20
metrow, na tyle udalo sie go podejsc. Po strzale na komore pociskiem 0.416
po prostu ugial sie w nogach I od razu opadl na ziemie. John byl nawet
zadowolony ze go ustrzelilem, jako ze dzikie osly sa traktowane przez
hodowcow bydla jako szkodniki ktore wyjadaja bydlu pasze I powiedzial ze
jak sie gdzies pojawi jeden, to za chwile spotkac tam bedzie mozna cale
stado.
“To co, piatego dnia
miales swoja ostatnia szanse ?” – zapytalem ostroznie podajac mu nastepna
butelke.
“Obudzilem sie dosc
wczesnie I powiedzialem sobie – Anton, dzis albo nigdy ! – John byl tego
samego zdania I wyjechalismy zaraz po wschodzie slonca. Kubek goracej kawy
musial starczyc za cale sniadanie! Dojezdzamy do bagna I wyobraz sobie,
cale stado razem z przyzwoitym bykiem ciagle sie tam kreci. Podczolgalismy
sie w trawie na odlegosc jakichs 60 metrow. Wiatr wial w nasz strone,
prosto od nich. Przez cwierc godziny czekalem cierpliwie na czysty strzal.
A to krowa wlazila miedzy byka a muszke, a to widzialem jakas galazke
przed lufa I balem sie czy kula nie zrykoszetuje, a to cielak lazil
dookola, slowem ciagle nie bylo odpowiedniej sytuacji zeby mozna bylo z
czystym sumieniem pociagnac za spust. Znasz mnie, bede czekal tak dlugo az
bede smiertelnie pewny ze wszystko jes O key ! W koncu byk przystanal nad
krawedzia kaluzy z dala od krow I cielakow. Umiejscowilem muszke zaraz za
jego przednia lopatka, pot juz mi splywal struzkami po czole kiedy
sciagnalem spust.
Najpierw uslyszalem
gluche “thump” kuli uderzajace w miesnie, potem po huku strzalu krowy I
cielaki pogalopowaly w panice na lewo I prawo. Byk stanal; jakby
zdziwiony, potem usilowal sie odwrocic I pognac za stadem ale opuszczaly
go juz szybko sily, dostal prosto w komore ! Strzelilem drugi raz prawie w
to samo miejsce I wtedy wiedzialem ze go mam. Po kilku krokach opadl na
przednie kolana I widac bylo ze sie juz nie podniesie. Kiedy przewrocil
sie z lbem w kaluzy John kazal mi jeszcze raz strzelic, tak na wszeli
wypadek.
“One dlugo umieraja
Anton” – powiedzial – “badz pewny ze go zabiles, nie chcemy zeby nagle
wstal I szarzowal – strzel jeszcze, nie szkoda naboju !
Tak ze dostalem go po
trzech strzalach, wszystkie trzy pociski uderzyly tam gdzie chcialem,
bawol na szczescie nie zwalil sie do srodka kaluzy bo bylaby wtedy
paskudna robota obciagac z niego skore stojac w tym samym czasie po pas w
blocie. Reszta dnia zeszla na skorowaniu I powrocie do obozu. Szkoda ze
nie widziales tych Amerykanow gdysmy zajechali z moimi rogami I skora.
Zrobili sie calkiem zieleni z zazdrosci ! Ich dotychczasowe trofea, dwa
byki, sa znacznie mniejsze od mojego. Coz, takie zycie – zakonczyl z
zadowoleniem.
“To jeszcze raz
gratulacje, przyjacielu ! Wyglada na to ze zalatwiles sprawe bardzo
czysto, nie bylo zadnego rzeznictwa I dobijania zranionego bawolu kanonada
kul, ciesze sie naprawde z twojego trofeum ! Teraz zastanow sie jak chcesz
zeby go preparator wypchal, bo sa dwie mozliwosci – albo medalion z lbem
patrzacym poziomo, albo taki szarzujacy, z opuszczonymi rogami !
“A to sie bede musial
zastanowic powaznie !” –
“Nie ma sprawy, masz
jeszcze na to kilka dni zanim dojedziemy do pracowni Mela Burtona w Kilcoy,
to najlepszy specjalista w tej dziedzinie, wypchal juz dziesiatki bawolow.”
“A ile on liczy za
medalion ?”
“Z pamieci to bedzie
gdzies 1300 dolarow, tak mi sie zdaje !”
“Amerykanskich czy
australijskich ?”
“Australijskich, jakich
tam amerykanskich !”
“O Jezu, to dwa razy
taniej niz bym musial zaplacic w Holandii !, Wiesz co , jedzmy tam jak
najpredzej !
“Skoro swit dajemy w
dluga!” – powiedzialem zagarniajac do ogniska ostatnie patyki gidgee.
“To co, strzemiennego
przed noca ?” – zaproponowal wreczajac mi nastepne piwo.
“Za Twojego Bawola” –
zgodzilem sie chetnie.
“Darz Bor” – powiedzial
Anton
“Waidmannsheill !” –
odwzajemnilem sie a po cichu dodalem – “Darz Busz” – w koncu bylismy w
srodku australijskiego buszu,
Leszek Kosek
Zobacz stronę
autora:
www.australia-hunting.info