©
Copyright & foto by
Bolesław
A.
URYN
wszelkie prawa zastrzeżone! 
Podróż
do piekła
Średniowieczny kronikarz
Mateusz, pisał: (...) „obmierzła nacja Szatana wyrwała się ze swego
domostwa, wylała z Tartaru [piekła]. Rozlazłszy się jak szarańcza po
ziemskim obliczu, przemierzywszy ziemie Saracenów, spustoszyli miasta,
wycięli lasy, obalili fortece, wykorzenili winorośle, zniszczyli ogrody,
zabili mieszczan i wieśniaków. Nie rządzą się żadnym ludzkim prawem, nie
potrzebują wygód. I oto zjawili się u granic Chrześcijaństwa jak grom z
jasnego nieba, pustosząc i mordując, siejąc wokół terror i nieopisane
przerażenie.
Są nieludzcy i okrutni, potwory łaknące
krwi, rozdzierające i pożerające ciała psów i ludzi. Odziani w wołowe
skóry, uzbrojeni w żelazne tarcze, niscy, krzepcy, niepokonani, z lubością
piją krew zwierząt, a ich wielkie silne konie pożerają nawet drzewa całe”.
Przełom wieku XII i
XIII był pełen okrutnych wojen na Zachodzie, jak i na Wschodzie. Rosnąca
potęga muzułmańskich Saracenów i egipskich Mameluków zaczęła zagrażać
istnieniu państw łacińskich. Z drugiej strony najazdy Mongołów na księstwa
ruskie i sromotna klęski chrześcijańskiego rycerstwa pod Legnicą,
spowodowały zagrożenie bytu cywilizacji europejskiej. Nadciągająca potęga
militarna zwróciła zainteresowanie łacinników na Azję Wschodnią. Odległą,
nieznaną, śmiertelnie groźną. Ale – ponoć – prochrześcijańską! Może nawet
pomocną?
Skośnoocy najeźdźcy byli już tuż koło naszego domu, a
królowie i papież nie mieli pojęcia o tym, co czai się w dalekiej Azji…
Przerażeni, wiedzieli tylko, że
Tatarskiej lawinie (Mongołom) uległo wiele narodów, w tym: Chińczycy,
Koreańczycy i Tybetańczycy, Turcy, Persowie, Hindusi i narody zakaukaskie,
Rosjanie i Polacy, Węgrzy i Chorwaci…
Ciekawe, jak wyglądałby dziś zachodni świat i co by było z
Polską, gdyby w 1242 roku nie odwołano wojowników Batu-chana do Karakorum,
dla wzięcia udziału w wyborze nowego wielkiego chana? Wszystko wskazuje
na to, że po zdobyciu Bułgarii, Rusi, Wołoszczyzny, Mołdawii, Węgier,
Dalmacji, Chorwacji i części Polski, Batu-chan - legendarny „półdziki
okrutnik” [ a przez Mongołów zwany Sajn – Dobry] raczej nie
zatrzymałby się na Polu Legnickim i dzisiaj - najpewniej – mielibyśmy
wszyscy „skośne” oczy...
Benedykt - zwany Polakiem
Papież Innocenty IV
najpierw apelował o zorganizowanie wyprawy krzyżowej przeciwko Tatarom.
Gdy jego starania nie znalazły zrozumienia, to w 1245 r., (tuż przed
synodem liońskim), podjął decyzję wysłania misji pokojowej do władcy
najeźdźców - chana Gujuka, następcy strasznego Czyngis-chana. By
zwiększyć szansę dotarcia posłów do celu papież zdecydował wysłać aż trzy
różne poselstwa (niektórzy twierdzą, że było ich nawet cztery – dwa
dominikanów i dwa franciszkanów), jadące innymi drogami. Na czele
pierwszej misji stanął franciszkanin brat Wawrzyniec, drugiej – również
franciszkanin - brat Jan, trzeciej dominikanin brat Ascelius de Lombardia.
Dotarło i wróciło tylko drugie poselstwo.
To - Jana
Pian del Carpine.
Giovannni da Pian del Carpine
(1182-1252) był Włochem, przyjacielem św. Franciszka z
Asyżu, prowincjałem zakonu franciszkanów na Polskę. Przebywał w naszym
kraju, nieźle znał język polski (niektórzy historycy nawet przypisywali mu
polską narodowość) i przyjaźnił się z księciem Bolesławem Rogatką.
Wcześniej działał jako misjonarz w Tunisie i przebywał w Hiszpanii.
Po klęsce pod Legnicą i
śmierci Henryka Pobożnego, przejęty tragedią najazdu Tatarów, Carpine udał
się na dwór papieski. Pod wpływem nieszczęść jakie spadły na Polskę (i z
inicjatywy książąt polskich) został na papieskim dworze orędownikiem
wyprawy krzyżowej celem ratowania Europy przed Tatarami.
Do Mongolii Carpine
wyruszył z Lyonu we Francji 16 kwietnia 1245 roku, na grzbiecie osła i z
pismami papieskimi do chana. Za towarzysza miał brata Stefana z Czech. Ich
podróż wiodła najpierw przez Niemcy i Czechy do Polski, a to - jak się
uważa - z powodu wcześniejszych klęsk i udręk chrześcijan Europy
Wschodniej spowodowanych przez Mongołów i – z tej racji - wielu realnych
informacji na temat najeźdźców.
Polska stała się dla
wyprawy właściwą bazą wypadową. Papieska misja spotkała się z ogromnym
poparciem dworów (zwłaszcza księcia Konrada Mazowieckiego) i otrzymała
pomoc materialną. Posłowie zatrzymali się na dłużej we Wrocławiu, Krakowie
i Łęczycy. Dopiero w Polsce również nastąpiło właściwe wyekwipowanie
wyprawy. Wielką pomoc okazali polscy możnowładcy i książęta. Wspomożono
posłów finansowo, prezentami dla Mongołów i logistycznie. Dodatkowo do tej
niewyobrażalnie trudnej wyprawy zmierzającej do odległej, nieznanej i
przerażającej części świata, dołączył jeszcze trzeci mnich, Polak o
imieniu Benedykt (1200 -1280r.), Franciszkanin z Wrocławia, zwany potem w
obcych źródłach - Benedictus Polonus.
Bracia Jan, Stefan i
Benedykt razem podążyli do Mongolii, niosąc Wielkiemu Chanowi prośbę
papieską o zaniechanie najazdów na Europę i propozycję wspólnej krucjaty
przeciwko światowi islamu, okupującemu Ziemię Świętą. Misja nie
ograniczała się jedynie do spraw religijnych i politycznych. Polegała
także na szczegółowym zapoznaniu się z imperium mongolskim.
Trasa niebezpiecznej
wyprawy wiodła najpierw do Kijowa, skąd dopiero 4 lutego następnego roku
posłowie wyruszyli do Kaniowa będącego już pod rządami Tatarów. Tam
wycofał się brat Stefan. Potem posłowie dojechali do obozu Mongołów nad
dolnym Dniestrem. Po dalszej, rocznej podróży pozostali dwaj mnisi dotarli
zaledwie do obozu Batu-chana położonego nad deltą Wołgi, a dopiero 22
lipca następnego roku do Ormektua - letniej rezydencji Wielkiego Chana
Gujuka, położonej nad Orchonem w Mongolii. W Karakorum nie byli.
Posłowie podróżując
korzystali z mongolskiej poczty. Opisywali potem , że odżywili się
wyłącznie prosem i wodą, jechali od rana do nocy, a konie zmieniali nawet
3-4 razy dziennie.
W rezydencji władcy
spędzili tylko kilka tygodni. Asystowali przy intronizacji nowego władcy i
byli dwukrotnie przez niego przyjmowani. Na audiencji złożyli zwyczajowe
dary w postaci skór bobrowych i borsuczych. Po powrocie papiescy
wysłannicy zachwycali się bitnością i organizacją mongolskiego wojska. Tak
je opisywali: - „… przywdziewają złotogłowy i jedwabie, futra soboli i
gronostajów. Zbroja jest piękna, znakomita, zrobiona ze skór bawolich.
Bronią ich są miecze i maczugi ale – przede wszystkim – łuki. Są
doskonałymi wojownikami i mogą zdziałać więcej niż inni bo, gdy zajdzie
potrzeba to mogą i miesiąc nie jeść, a ich konie postępują naprzód
zadowalając się tylko trawą. Nie masz na świecie wojska bardziej
wytrzymałego na trud i znoje, bitniejszego i tańszego… (i bardziej
zdyscyplinowanego uw. wł.) … mają doskonałą organizację wojskową a
sprawiedliwość u nich jest prosta i szybka. Za zabójstwo nie masz
przebaczenia. Za nieposłuszeństwo, za rabunek – śmierć. Przecinają go
(winowajcę uw. wł.) mieczem na pół, lub dostaje kije gdy zrabował
niewielką rzecz…”
W swoim sprawozdaniach
posłowie pisali o wielonarodowym charakterze dworu chana, wielkim
przepychu, odbywających się tam ucztach i zabawach. O wozach pełnych
złota, szlachetnych kamieni, pereł i złotogłowiu, czy drogocennych futer.
Opisywali chanowski namiot mieszczący aż 2000 osób, ze słupami obitymi
złotą blachą, przybitą również złotymi gwoździami. Tron władcy misternie
rzeźbiony z kości słoniowej. I... ubolewali, że byli źle traktowani i mało
na chanowym dworze nie pomarli z głodu.
W odpowiedzi papieżowi butny chan zażądał od
niego i wszystkich władców Europy, by osobiście przybyli do Mongolii w
celu oddania mu hołdu, ale i zapewnił papieża o pokojowych intencjach.
W drogę powrotną bracia
Jan i Benedykt wyruszyli 13 listopada 1246 r. Wracali do wiosny,
docierając do Kijowa dopiero na początku czerwca. Narzekali na trudy
podróży przebiegającej w straszną zimę. Często przyszło im spać na gołym
stepie. Pomimo, że jechali pośpiesznie to poczynili wiele cennych
obserwacji podbitych ziem. Piętnowali potem bezwzględność najeźdźców,
czego dowodem były napotykane przez nich stosy czaszek i kości ludzkich…
Do Polski wrócili w lipcu
1247 r., a do Lyonu dotarli w listopadzie. Po drodze, w Kolonii Benedykt
podyktował krótkie sprawozdanie z podróży, które zostało dołączone do
sprawozdania Carpine’a. W sumie posłowie spisali trzy obszerne, pisemne
relacje, które wywołały ogromne zainteresowanie w Europie.
Cała wyprawa trwała 2
lata i 7 miesięcy, z czego pobyt u Mongołów 1 rok i 4 miesiące.
Po powrocie Benedykt
został gwardianem krakowskiego klasztoru. Wymienia się go jako świadka
cudu św. Stanisław w Krakowie i – ponoć – dożył sędziwego wieku (zmarł
prawdopodobnie w 1280r.). Natomiast Jan del Carpione po powrocie z wyprawy
do Mongolii został mianowany arcybiskupem Antivarii, gdzie zmarł 1
sierpnia 1252, ponoć w wyniku trudów wyprawy (wyruszając do Mongolii miał
już 65 lat).
Historia
Tartarorum
Brat Benedykt był
człowiekiem wykształconym, znał obce języki (był tłumaczem wyprawy) i
doskonałym obserwatorem. Po powrocie, już w macierzystym klasztorze we
Wrocławiu, podyktował on po polsku sprawozdanie z ekspedycji.
Spisał je inny zakonnik i później przetłumaczono je na łacinę. Nosiło
tytuł „Historia Tartarorum”. Benedykt napisał także krótszą relację
z podróży – itinerarium (cenną również z tego względy, że cytuje
list chana do papieża).
Dzieła zostały napisane
niezmiernie interesująco i żywo. Zawierają ogrom informacji i do
dzisiaj stanowią jedno z głównych źródeł wiedzy o mongolskim imperium. Są
tam szczegółowe dane o położeniu geograficznym, klimacie i historii,
organizacji, prawach i religii Mongołów. Ich uzbrojeniu i – najważniejsze
- sposobach prowadzenia przez nich wojen (tutaj odnosi się wrażenie, że
opinie i analizy wojskowe pisał nie zwykły mnich, a specjalista od
wojskowości). W relacji znalazł się również bezcenny opis krain leżących
wówczas poza granicami znanego świata (w tym bajek o ludach z oczyma na
piersi, czy z głowami psów). Benedykt Wielkiego Chana przedstawił jako
wcielenie biblijnego Goga, a Batu-chana jako Magoga.
Informacje przywiezione przez mnichów miały w
tamtych czasach ogromne znaczenie. Po pierwsze – najeźdźcy przestali być
czymś zupełnie nieznanym i niezrozumiałym, a więc i przerażającym.
Najeźdźca mongolski - ten ówczesny „flagellum Dei” (Bicz Boży)
zyskał ludzką twarz, mało tego - prochrześcijańską. Europa nieco
odetchnęła z ulgą, a jej wodzowie uzyskali szansę przejrzenia wroga i
możliwość poznania taktyki jego walki, albo wręcz pozyskania go jako
sojusznika. Ponadto Historia Tartarorum uczyła i
moralizowała podkreślając np. wyższość kultury i techniki mongolskiej nad
europejską. Podobnie - ich administracji państwowej, organizacji i
mobilności wojska. Podróżnicy wyraźnie też docenili tamtejszą uczciwość i
czystość rodzinną. Poszanowanie życia posłów niespotykane u ludów tzw.
cywilizacji zachodniej, czy ochronę życia kobiet i dzieci pokonanych
wrogów, tolerancję religijną itp.
Od powrotu braci
franciszkanów wzrosło zainteresowanie odległą Azją i „Tatarami”. Raz
dlatego, że posłowie przywieźli jasne, groźne przesłanie dla Europy -
„Podbić wszystką ziemię”, pozostawione Mongołom w testamencie przez
Czyngis-chana! Po drugie - doceniono atrakcyjność handlu z mongolskim
Imperium. Po trzecie – pojawiła się trzecia potęga - potencjalny sojusznik
wojskowy do walk chrześcijaństwa z innowiercami.
Polskiego franciszkanina Benedykta można uważać nie tylko za
pierwszego, ale i za znakomitego polskiego podróżnika oraz odkrywcę
mongolskiego imperium. Człowieka, który poszerzył Europie granice znanego
świata. Jego podróż, z racji ogromnej doniosłości naukowej, autentyczności
relacji i uprzytomnienia współczesnym rozległości krain, uważana jest za
jeden ze słupów milowych historii i geografii światowej. Trzeba też
podkreślić „survivalowy” aspekt wyprawy i heroizm skromnego mnicha.
No i jego cechy wskazujące na wielkiego badacza i statystę wojskowego.
Jego relacja stanowi pierwszy w literaturze europejskiej dokładny opis
imperium Mongołów, nie ustępujący nawet późniejszemu opisowi Marco Polo.
Benedykt Polak otworzył historię podróżnictwa polskiego, a
jego relacja – podobno była też jedną z przyczyn podjęcia podróży przez
Kolumba.
Po Benedykcie do Mongolii odważył się jeszcze wyruszyć
Wilem de Ruysbroeck (Rubruk) – poseł Ludwika IX, który dotarł do
Karakorum również w celu pozyskania chana jako sojusznika przeciw
muzułmanom. Wreszcie z Wenecji do Mongolii dotarło trzech Polów (patrz –
Marco Polo), Ruy Gonzales de Clavijo i inni.
Chrześcijańskie korzenie
Mongołów?
Benedykt i Carpine byli pierwszymi którzy odbyli drogę do wnętrza Azji.
Ich sukces zaowocował m.in. i tym, że gdy kolejną próbę nawiązania
stosunków z Mongołami podjął papież Bonifacy VIII (wysłał on posła -
zakonnika Jana de Montecorvino) to chan Chubiłaj przyjął go już bardzo
dobrze, pozwolił zamieszkać w stolicy i pobudować tam kościół katolicki.
Również, Mongołowie ze swojej strony usiłowali porozumieć się ze Stolicą
Apostolską. Wysłali swojego posła – Rabbana Saume – mnicha
nestoriańskiego, w celu przygotowania sojuszu z władcami krajów
chrześcijańskich. Sojuszu mającego za zadanie wspólną walkę z Egiptem.
Zasłoną
milczenia okryty jest fakt, że plemiona znad Ononu i Toły w 1009 roku (sic
!) przyjęły chrześcijaństwo z rąk chińskich kaznodziei nestoriańskich. Od
momentu gdy kareicki chan ochrzcił się wraz z całym ludem i w dalekiej
Azji powstało chrześcijańskie państwo, to w Europie pojawiła się legenda o
nadejściu ze wschodu potężnego zbawcy - obrońcy Ziemi Świętej, króla –
arcykapłana Jana. Późniejsi władcy mongolscy, wierni tradycjom stepowej
tolerancji religijnej, też okazywali chrześcijanom swoją sympatię lub
przynajmniej tolerancję. Gdy Czyngis –chan ożenił swoich synów z
chrześcijankami, Ödödeja z Merkitką o imieniu Turakina, a umiłowanego
Toluja z kereicką królową Sarkaktani-beki, to wybudowano kościoły,
przygarnięto kler i nadano mu majątki, a nestorianie stali się gorącymi
zwolennikami chana. Doszli w Mongolii do znaczenia pozwalającego im nawet
marzyć o wschodnim, chrześcijańskim królestwie. Sto lat później, gdy
potęga i zasięg mongolskich nestorian urosła, to ocalili oni Europę
kierując na Saracenów „żółtą” wyprawę krzyżową. Legenda o nadejściu
chrześcijan wschodnich w celu okazania pomocy krzyżowcom w oswobodzeniu
Grobu Pańskiego została wcielona w życie, gdy kurułtaj mongolski pod
władzą prochrześcijańskiego (sic!) chana Kubiłaja podjął decyzję
wyzwolenia Jerozolimy spod władzy muzułmanów. W trakcie żółtej wyprawy
krzyżowej płonęły meczety, natomiast świątynie chrześcijańskie pękały od
wotów…
Mongolską wojnę z szachem Chorezmu, czy upadek Bagdadu,
europejscy chrześcijanie przyjęli z radością - jako karę niebios zesłaną
muzułmańskim ciemięzcom za sześćset lat poniżeń i pogromów. Wiosna 1259 r.
zastała wojska już mongolskie pod Gazą , ale… zakonni rycerze krzyża
zdradzili sojuszników. Opuścili ich w potrzebie i Ziemia Święta dostała
się Mamelukom.
Ale to już kolejna historia…
Obce źródła (szczególnie włoskie) mówią wyłącznie o
osiągnięciach Carpine’a, nie wspominając o udziale Benedykta, ani o
szczególnej roli jaką w genezie i realizacji wyprawy odegrała Polska i
Polacy. Obecnie, po odkryciu w bibliotece Yale University oryginału
rękopisu „Historia Tartarorum” - obszernego sprawozdania Benedykta
Polaka, wydaje mi się pilne i ważne przygotowanie tłumaczenia polskiego i
udostępnienie go w postaci książkowej.
B.A.
Uryn
Tekst + zdjęcia (9
szt.) ukazał się w: - „Posłaniec Warmiński” Nr 2 Rok 23, Olsztyn, 1 II
2004
Jest to fragment
przygotowanej do druku książki ” Mongolia – wyprawy w
step i tajgę”.